maj 16th, 2008
by Justyna
in
muzyka, choroby, zajęcia pozalekcyjne, brzuch |
No Comments →
Wiekopomna chwila nastapiła wczoraj. Razem ze Śmiesznym Tatą wyszliśmy RAZEM na miasto bez Tymka w godzinach wieczornych. Z okazji koncertu Mitch&Mitch z okazji Fotofestiwalu z okazji przyjazdu Kasi i Szymona
Koncert śmieszny jak nie wiem co. Brygada jak z kreskówki, 5 koleżków - Mitch, Serious Mitch, Homitch, Mitch i jeszcze Mitch hehe. Grają muzykę skoczną i nieco fałszywą, co tylko dodaje jej uroku. Homitch na przykład - perkusista udziela się “wokalnie” w romantycznej balladzie i gra dupą na organkach - dosłownie!. Serious Mitch wygrawa bitwę na solo stopą z drugim Mitchem. Któryś Mitch to wykapany młody Grechuta, główny Mitch wokalista posiada pięęękne bokobrody, a Homitch ma fajny rozlatany wzrok jak bębni. Ogólnie niezły ubaw. Polecam!
Ale dzisiaj już mniej zabawnie się zrobiło, bo Tymko ciągle nie wrócił do formy, brzuszek go boli i dzisiaj nasza pani doktor powiedziała, że to chyba infekcja jakaś. W poniedziałek na badania i bierzemy nifuroksazyd. Fuj
maj 14th, 2008
by Justyna
in
foto, tymek |
2 Comments →
maj 12th, 2008
by Justyna
in
dzieciństwo, rozmaitosci, macierzyństwo |
6 Comments →
Wpadło mi w ręce pisemko Gaga. O dzieciństwie, rodzicielstwie, ale inaczej, nie poradnikowo-claudiowo-plastikowo, tylko lifestylowo i miejsko. Nowocześnie
Kto może prowadzić takie pismo? Jest tu aktivnie i exlusivnie
Fajny artykuł o Czarodziejskiej Kurze - oldschoolowym czasopismie dla dzieci, o przyjaznym małym bąblom Berlinie, o winylowych nalepkach na ściany. Sesja przyrodnicza Mirellowej Matyldy, nowy projekt Zorki Projekt.
Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie ogólny morał z czasopisma: jeno w stolycy można być fajnym nowoczesnym rodzicem, który ma gdzie pójść z dzieckiem (tu wymienia się wszystkie kid-friendly lokalokawiarnie). Klimat miejski ma służyć bobasom. Taaa. W Łodzi mogę iść z Tymulkiem do lunaparku względnie do “zoola”, względnie manufaktury, jak już bardzo wyluzowana i lifestylowa zechcę być.
I dlatego wyprowadzam się na wieś.
Tymcio będzie hasał po polu, ganiał kurki złotonóżki po podwórku wdeptywał w ich gówienko-kleksiki, bujał się w hamaku Będzie z niego wsiowy chłopac (to 3 os. l.pojed. od “chłopacy”)
A jak wejdzie w okres krostek i wyprysków na twarzy, to znienawidzi nas za to, że zrobiliśmy z niego wsiowego koleżkę.
Takie życie
maj 11th, 2008
by Agnieszka
in
ekskursje |
No Comments →
Wycieczka na Bobry bardzo udana. Chłopaki trzy zadowolone. Najpierw przystanek u Renaty i Pawła. Tu przebojem okazało się duże akwarium. Potem u Kaśki i Pawła. Tu przebojem okazał się duży pies. Potem przystanek na Bobrach. Tu przebojem okazała się duża huśtawka.
Zdjęcia z wyprawy TUTAJ
maj 11th, 2008
by Agnieszka
in
franek |
No Comments →
Franek skończył 11 miesięcy. Podsumowanie osiągnięć:
- potrafi zrobić ‘hopsia, hopsia’
- naśladuje dźwięki z większym lub mniejszym sukcesem
- potrafi pokazać na obrazku gdzie jest misio i gdzie jest kotek. Pokazuje moim palcem a nie swoim
- potrafi robić miny na glonojada na szybie
- robić ‘papa’ w odpowiednich momentach
- wziąć mnie za rękę i pokazać, że chce, żebym mu włączyła zabawkę, melodyjkę itd
- włączyć radio pilotem
- umazać smoczka w kaszce i bardzo chichotać gdy smoczek wydaje mlaskające odgłosy przy ssaniu
- gdy przechodzimy obok huśtawek, mruczy bbbbbbbbbbbbbb co oznacza ‘buju, buju’
- podawać zabawki i chyba rozróżniać kolory
- pobujać zabawkę pieska na huśtawce domowej
Zdjęcia z 11 miesiąca TUTAJ
maj 5th, 2008
by Justyna
in
wspomnienia, rozmaitosci |
7 Comments →
Ehem ehem ehem - dzisiaj mija pierwsza rocznica ślubu mojego i Śmiesznego Pana-Taty.

To wiekopomne wydarzenie miało miejsce na Roztoczu o godz. 19:20 powiedzieliśmy “tak” . Śmieszny Pan śmiał się jak głupi do sera przez całą ceremonię- taki nerwowy uśmiech miał przyklejony do twarzy. Ja szeptałam konspiracyjnie do księdza, że “ja nie mogę do komunii”, a on jak rasowy brzuchomówca odpowiedział “wiem”.
Krótko mówiąc: namawianie nas na ślub było ciężkie. Przyjechali rodzice z Zamościa na pertraktacje i spotkanie na szczycie no i nie dało się inaczej. Takie życie. Człowiek chce być dorosły, ale mu nie dają. My tak ze Śmiesznym Panem już mamy.
Ale z perspektywy czasu wesele było extra. Impreza jedyna w swoim rodzaju. Klimacik stworzył na przyjęciu niejaki Lolek (nie mylić z wujkiem Lolkiem), którego band rozgrzewał gości i nie pozwalał siedzieć przy stolikach. Za kogo się oni nie przebierali, panie kochany, sarmaci, armia radziecka, krakowiacy i górale, dancingowcy, zabrakło chyba tylko wcielenia klubowego.
Dla mnie wesele to był taki “pstryk”, nawet nie wiem kiedy przeleciało. Nie zdążyłam ze wszystkimi pogadać, ale chyba się ogólnie goście wybawili.
No i Tymek się w brzuchu wykołysał.
A złooooty pieeerścionek otrzymałam dzisiaj. Na zaręczyny!
maj 3rd, 2008
by Justyna
in
foto, tymek, ekskursje |
3 Comments →
Tymek był z wizytą w Zofiówce i pokochał hamak od pierwszego bujania:


maj 3rd, 2008
by Agnieszka
in
franek |
No Comments →
Franek nauczył się włączać komputer. Jak tylko nadarzy się okazja i nieopatrznie ktoś zostawi otwarte drzwi do pokoju z komputerem, leci i włącza. Jak zabuczy to Franek głośno krzyczy:”EEEEEEE, chodźcie zobaczyć, coś tu nie tak z tym sprzętem!” Tak naprawdę krzyczy tylko EEEEE ale z taką intonacją jakby wypowiadał całe zdanie. Zanim zdążymy zareagować, Franek już komputer wyłącza, ewentualnie naciska wszystkie przyciski jakie znajdują się na obudowie.
maj 1st, 2008
by Justyna
in
dzieciństwo, wspomnienia |
3 Comments →
Ostatnio tak nas wzięło na przypominanie sobie nawyków żywieniowych z dzieciństwa. Ze mnie była niezła pyza, wcinałam równo i z tego wszystkiego późno stanęłam na nogi. Mama mówi, że lubiła mnie karmić, bo tak ładnie jadłam hehe.
Agnieszka za to była niejadkiem i chudzielcem, i rodzice musieli nieźle pajacować, żeby Adzia cokolwiek zjadła. Zresztą zostawia na talerzu do dzisiaj, aż muszę jej mówić, że dzieci w Afryce głodują. A Bartek, żeby “jadła jak człowiek”
Ona mi za to, jak byłyśmy małe mówiła ciągle: ” nie gap się!”. Strasznie mnie to wkurzało, bo ja uwielbiałam się gapić. Najfajniej było się gapić na wczasach, na stołówkach, bo tak: pełno nowych ludzi w zasięgu wzroku, scenki rodzajowe rozgrywają się normalnie co sekunda, żal nie patrzeć. A ona mi ciągle: “nie gap się” i “nie gap się” na przemian z “żarłok” .
A ja rzeczywiście podjeść sobie lubiłam. Kiedyś podobno wracamy z rodzicami z jakiejś imprezy (imieniny jakieś czy coś), wszyscy najedzeni. Mama zarządza: “do łazienki i spać”. A ja na to: “Jak to spać? A kolacia?”
kwiecień 30th, 2008
by Agnieszka
in
foto, franek |
1 Comment →
Wczoraj miały być zdjęcia podwodne, ale niestety coś się basenowcy ociągają. Dlatego umieszczam narazie zdjęcia wykonane przez Bartłomieja.
Przygotowanie do nurkowania:

Już prawie prawie:

I pod wodę:
